Ja dziś od 6 rano w pracy. Kolega się spożnil 30 minut, ale była ze mną Ola. Potem weszło chyba z 60 osób naraz, nie bylo miejsca na sali. Połowa sali była zamknięta, bo miala by konferencja. Na sali tłum, nie mieli gdzie siedzieć. Dużo starszych ludzi, chinczycy i wlosi, jedli wszystko jak szarancza. Jedni wchodzili inni wychodzili. Jak armagedon.A potem znoszenie talerzy na tacy, dokladanie żarcia, sprzątanie bufetów, bo zostawili syf. Po tym calym armagedonie myliśmy ręce w mydle odkażającym, z obawy przed koronowirusem, ktory teraz jest w obiegu. Po pracy pojechałem do domu prosto gdzie zrobiłem spagetti. Wieczorem zjadłem 2 hamburger z lidla. Mięso dobre, ale bulki słodzkie i drogie, ale dalo się zjeść ze smakiem.Dziś też zmywałem. Jutro też rano do roboty i tak jadę do wtorku, potem mam dwa dni wolne.Poza tym nic ciekawego się nie wydarzyło. W pracy nosilem kartony z sokami, sprzątałem bufety po sniadaniach. Na sniadanie jadłem bulkę z serkiem wiejskim, bo pracownicy wszystko wyjedli, zanim zdążylem sobie nalożyć. Miałem smaka na parówki, ale braklo dla mnie.