Właśnie w niedzielę wróciłem z moich wakacji. Trwały one dwa tygodnie.Pierwszy tydzień nad morzem, drugi Bieszczady. Pierwszy wyjazd to był pociągiem, autobusami w dwie osoby do Szczecina, Trzęsacz i okolice. Drugi wyjazd jechałem samochodem w większej grupie.A więc zaczynam opowiadać jak było i pewnie nie da się wszystkiego opisać w jednym wpisie, więc będę dodawał. A więc wyjechałem z Krakowa pociągiem nad morze we wtorek 3 lipca o 8.15 rano. Pociąg był nawet nowy, pusty , więc znalazłem sobie wygodne miejsce tam. Na drogę wziąłem 3 bułki, picie, zeszyt, telefon, plecaki reklamówkę z jedzeniem. Zasięg był kiepski, wywalało ciągle z neta. Jazda 10 godzin, nawet ok było, nikt koło mnie nie siedział.W Szczecinie byłem koło 17 tej, więc pojechałem na nocleg by zostawić rzeczy i jeszcze trochę pozwiedzać Szczecin. W pokoju był telewizor i łóżka piętrowe. Ja spałem na dole.To było jakieś schronisko młodzieżowy.W tym dniu dużo chodziłem po Szczecinie, ale nie podoba mi się to miasto. Nic tam nie ma ciekawego.Zjadłem dopiero pizzę w da Grasso koło 21 godziny. Była średnia, długo się czekało i potem żałowałem że tam wydałem kasę. Gdy wróciłem na nocleg bylem już zmęczony, że nie chciało mi się długo oglądać telewizji. I poszedłem spać.Drugi dzień to zwiedzanie Szczecina, a właściwie to tego co zostało. Jakieś punkty info i targ, na którym kupiłem sobie zielone bokserki z napisem Italia.Potem wsiadłem do pociągu i znalazłem się w takiej miejscowości, teraz nie pamiętam, gdzie był stary zamknięty kosciół, krzywe drogi i takie molo z kutrami. Miejsce wypoczynkowe podobno, ale mało ludzi i jacyś dziwni. To było pechowe miejsce bo zwiał nam pks, którzy jechał bezpośrednio do Trzęsacza, gdzie miałem spać. Więc czekałem na następny, który też zwiał, bo pytany przeze mnie kierowca dokąd jedzie gadał sobie przez telefon i odjechał i mnie olał. A jechał w sumie tam gdzie chciałem, ale i tak musiałbym się przesiadać. Tam tereny to straszna bieda tak samo Szczecin.W końcu przyjechał pks i się doczołgałem na nocleg koło 19 tej do domu białego o nazwie Fregata.Tam miałem swoje łóżko i widok za oknem na drogę i trochę morze.Nie pamiętam co wtedy jadłem, ale chyba jakieś żarcie ze sklepu, bo to już kolacja była. Poszedłem tez wtedy nad morze i był zachód słońca.Ogólnie chłodno było. Ciąg dalszy nastąpi.